Monthly Archives: czerwiec 2013

Wycieczka

Pewnego wakacyjnego poranka pojechałem z klasą na wycieczkę do lasu w Strzybrzycach. Wraz z naszą panią podziwialiśmy piękno natury. W pewnym momencie zauważyliśmy ponad głowami dym, który ciężko i leniwie snuł się po niebie. Kiedy poszliśmy troszkę dalej, naszym oczom ukazała się piękna polana z przeróżnymi kwiatami, domkami z drewna i zwierzętami. Bujne trawy lekko kołysały się pod wpływem przyjemnego powiewu wiatru. Troszkę dalej z róż, tulipanów i piwonii układały się piękne aleje prowadzące do zadbanych drewnianych domków, z których powoli unosił się dym. Obok domków jak gdyby nigdy nic spacerowały sarny, zające i jelenie. Całemu temu miejscu urok dodawały niskie, młode brzozy i wysokie, grube dęby, które otaczały polanę. W jednym z domków mieszkał leśniczy, który mile nas ugościł i zaprosił do swojego mieszkania. Kiedy weszliśmy do środka, znaleźliśmy się w pomieszczeniu z czerwonym dywanem. Z lewej strony stała szafa na buty, a na niej lampa. Dalej był wielki pokój, w którym na samym środku było podium, a na nim jedna, wielka książka, na okładce której widniało rozłożyste drzewo. Leśniczy powiedział nam, że ta księga to historia tego lasu.

Pobyt w lesie bardzo mi się podobał. Mam nadzieję, że wycieczek tego typu będzie jeszcze więcej.

Lazurowy domek

Lazurowy domek był przepiękny. Wykonany w całości z drewna, wyglądał jak góralska chata. Był piętrowy i miał duże okiennice. Na parapetach stały kwiatki. Miał zadaszony ganek bez ścian.  Po bokach stały dwa krzesła idealnie wtapiające się w odcień drewna z którego dom był zbudowany. Zbudowany został na środku lasu, który wycięto i pozostawiono tylko dwa cienkie półkola drzew, przez których pnie widać było pola. Półkola się nie łączyły, bo z dwóch stron z przodu i z tyłu widoczna była piaszczysta droga. Prowadziła dookoła stawu przed dom, ale także na jego tyły idąc prostą linią w stronę wsi Malinówka. Staw przed domem był stosunkowo płytki, więc dało się  w nim kąpać. Woda tu była wyjątkowo czysta, co mnie zdziwiło. Z transu wyrwał mnie głos Alice:
– Wejdźmy do środka.
-Ok. odrzekłem za odchodzącą już Al.
Gdy otworzyłem, drzwi moim oczom ukazał się ganek pokryty pomarańczowo- łososiową farbą. Po lewej stronie stał stolik z wazonem zasuszonych kwiatów i traw oraz wejście (bez drzwi) do salonu. Natomiast po prawej stronie były wieszaki na kurtki i szafka na buty, które tam zostawiłem. Wszedłem do salonu. Pokój był w tonacji błękitno seledynowej. Między dwoma oknami stała fioletowa kanapa imitująca skórzaną. Przed nią wisiał idealnie płaski telewizor, a po jej prawej stronie szerokie przejście do jadalni. Dywan stojący przed sofą Alice odsunęła bez słowa, a moim oczom ukazała się plama w lazurowym kolorze.
-To dlatego nazywa się „Lazurowym domkiem” –  szepnąłem sam do siebie.
Chwilę parzyłem na blat oddzielający salon od kuchni, a potem odwróciłem się i zobaczyłem, że przy ścianie z przejściem na korytarzyk, stoją dwa wąskie regały z książkami. Jeden z polskimi, a drugi
z angielskimi tytułami.

***

Mrok mnie przytłacza,
To dziwne uczucie.
On otula mnie opiekuńczo i czule,
Ale jednak próbuje mnie zmiażdżyć,
Zgnieść od środka.
A ja tego nie czuję.
I nie wiem jaki ma zamiar.
Nie wiem czy chce mnie zniszczyć,
Czy też pomóc.
On mnie ogranicza tuląc do siebie stalowymi ramionami.
I wtedy wszystko znika, choć i tak nic nie widać.

non-sen-s

 Stałam przy pawilonie w Proboszczowie. Był słoneczny, upalny dzień, a obok mnie przejechał właśnie niebiesko- biały traktor z napisem „policja”. Chwilę potem zwróciłam uwagę na świnię, chodzącą na dwóch tylnych kopytach, w dresach i obwieszoną łańcuchami. Usłyszałam, że powiedziała do telefonu: „stary, najlepszy towar we wsi”,  po czym się oddaliłam. Podejrzanie szybko dotarłam do szkoły. Przy bramce minął mnie czarny traktor, karawan z napisem „Zakład pogrzebowy „Radość”, zniżka 20% na teściową”. Na przyczepie miał dwie trumny, jedną małą, a drugą dużą. Na większej był wieniec „kochanej mamusi”, a na mniejszej wyrysowany był kot. Stałam patrząc za nim  i dopiero gdy zniknął z pola widzenia, weszłam na teren szkoły. Na boisku stał latający talerz, a jego właściciele- zielone ludziki właśnie się pakowały. Pomagały im w tym dwie świnie w czerwonych koszulkach z napisem „Mielony” i „Schabowy”. Nauczyciele i uczniowie machali im z głupimi minami. Mniej więcej wtedy się obudziłam. Sen, choć może z dużą dawką czarnego humoru, jest jednak jedynym wesołym snem, który pamiętam.

Piąta się bawi

 

IMG_1735

IMG_1736

IMG_1737

IMG_1738

IMG_1740

IMG_1741

IMG_1742