Tag Archives: olek

Wycieczka

Pewnego wakacyjnego poranka pojechałem z klasą na wycieczkę do lasu w Strzybrzycach. Wraz z naszą panią podziwialiśmy piękno natury. W pewnym momencie zauważyliśmy ponad głowami dym, który ciężko i leniwie snuł się po niebie. Kiedy poszliśmy troszkę dalej, naszym oczom ukazała się piękna polana z przeróżnymi kwiatami, domkami z drewna i zwierzętami. Bujne trawy lekko kołysały się pod wpływem przyjemnego powiewu wiatru. Troszkę dalej z róż, tulipanów i piwonii układały się piękne aleje prowadzące do zadbanych drewnianych domków, z których powoli unosił się dym. Obok domków jak gdyby nigdy nic spacerowały sarny, zające i jelenie. Całemu temu miejscu urok dodawały niskie, młode brzozy i wysokie, grube dęby, które otaczały polanę. W jednym z domków mieszkał leśniczy, który mile nas ugościł i zaprosił do swojego mieszkania. Kiedy weszliśmy do środka, znaleźliśmy się w pomieszczeniu z czerwonym dywanem. Z lewej strony stała szafa na buty, a na niej lampa. Dalej był wielki pokój, w którym na samym środku było podium, a na nim jedna, wielka książka, na okładce której widniało rozłożyste drzewo. Leśniczy powiedział nam, że ta księga to historia tego lasu.

Pobyt w lesie bardzo mi się podobał. Mam nadzieję, że wycieczek tego typu będzie jeszcze więcej.

Pożegnanie

Chwila zadumy mnie dopadła i uświadomiłem sobie z nagła,
że czas nie stoi w miejscu, ale zostają wspomnienia, nawet gdy życie się zmienia.
Sześć lat mieliśmy, kiedy większość osób w tej szkole poznaliśmy.
Na początku strach i obawy, następnie z panią Kureło wspaniałe zabawy.
I świat już nie był taki zły, bo była Ona i byliśmy my.
W pierwszej klasie Pani Jarocka przecierała nam szlaki,
gdy pisaliśmy pierwsze litery i pierwsze znaki.
Dużo serca i cierpliwości dla nas miała,
dzisiaj to doceniamy i mile wspominamy.
Czwarta klasa to nie żarty, integracyjne kształcenie poszło w zapomnienie.
Teraz każdy przedmiot fachowcem podparty.
Wychowawczyni nowa, dyscypliny i sportu królowa.
Sport jeszcze w miarę znosiliśmy, z dyscypliną gorzej bywało,
bo pani jest ambitna, a my trochę mało.
Pani Lucjano przepraszamy, że staraliśmy się zbyt mało
i że przez te trzy lata różnie to bywało.
Jako młode osoby „błaho” podchodziliśmy do przyrody,
dopiero Pani Handzlik Irena rąbka tajemnicy nam uchyliła
gdy o wspaniałości Ziemi i wszechświata mówiła.
Nasza kochana, pani od muzyki, bardzo lubiła nasze głosiki,
chciała je bardzo oszlifować i chór słowików ukształtować,
ale jak wiecie, śpiewać każdy może, jeden lepiej, drugi gorzej.
Za wysiłki dziękujemy, w gimnazjum Pani wstydu nie przyniesiemy.
Nauka języka to rzecz nie mała,
na nią właśnie Pani Ziarno się zdecydowała.
Niemiecki wbijała nam do głowy, więc zakończymy tymi słowy.
Vielen Dank für Ihre Zeit und für Ihre Geduld.
All die besten Wünsche der sechsten Klasse.
Polonista w tej szkole jest znany od lat, cichy, spokojny,
łagodny, praktycznie bez wad.
Polski język nam przyswoić dał, by go każdy przez całe życie dobrze znał.
Matematyka nauka ścisła, więc dwoił się i troił matematyk miły,
aby nam równania do głowy wchodziły.
Potęgował cierpliwość, mnożył swe starania, żebyśmy zrozumieli matematyczne działania.
Pani dyrektor przez te wszystkie lata, miło że wciąż ta sama,
jak w dużym domu wielka mama – wciąż zapracowana.
Dziś żegnamy się z Wami uroczyście, ale nie na zawsze; sobie nie myślcie.
W pamięci naszej zawsze będziecie.

Krajobraz z górami w tle

Góry rozpościerające się w świetle dziennym,
po których jak kropla wody spływająca po ręce
wiją się górskie potoki,
odbijające blask porannego słońca.
Góralska wioska w dole, a w niej drewniane chaty
i dym unoszący się leniwie,
bo chleb wypiekają góralskie baby.
Na halach juhasi owce swoje pasą,
dbają o nie jak o dzieci, bo to jest ich pracą.
Wysokie szczyty śniegiem bieleją,
a poniższe partie lekko się zielenią.
Stary gazda siedzi pod swą chałupą i Tatrę popija,
gdy grupa turystów właśnie go omija.
Góral lubi dudki,
turyści je mają, więc wszyscy górale turystów kochają.
Czas tu mija wolno, pachnie błogą ciszą.
Chyba tam pojadę, posłucham górali
jak będą o Janosiku legendy opowiadali. 

Cyberoki i Cybernice

Pewnego cyberazu w Elektromachnicy Cyberońskiej w elektrobudynku cybernianym zwanym też uczelnią, Cyberoki i Cybernice pilnie się uczyły. Uczyły się tak pilnie, że rdzenia kwarcowe im się przegrzewały. Wreszcie Hydrouczator ze stali kwardonu wykuty zarządził przerwę. Lecz jeden z Cyberoków na przerwę nie wyszedł, lecz uczył się dalej. Tak się uczył, że się mu kabelki w głowie poprzepalały. Wezwano więc Elektroajnsztajnomobiliusa Inżynierusa bardzo poważanego w całej Elektromachnicy, który jednego z Cyberoków naprawił. Powymieniał mu kabelki miedziane i naoleił mechanizm rdzenia Antyuczelniusa. Naoleił go tak dobrze, że po dziś dzień robot, chociaż bardzo nowoczesne, mechanizm ten mają aż za dobry.
A morał z tej bajki jest taki – nie uczcie się za dużo Cyberaki!