Monthly Archives: maj 2013

Pożegnanie

Chwila zadumy mnie dopadła i uświadomiłem sobie z nagła,
że czas nie stoi w miejscu, ale zostają wspomnienia, nawet gdy życie się zmienia.
Sześć lat mieliśmy, kiedy większość osób w tej szkole poznaliśmy.
Na początku strach i obawy, następnie z panią Kureło wspaniałe zabawy.
I świat już nie był taki zły, bo była Ona i byliśmy my.
W pierwszej klasie Pani Jarocka przecierała nam szlaki,
gdy pisaliśmy pierwsze litery i pierwsze znaki.
Dużo serca i cierpliwości dla nas miała,
dzisiaj to doceniamy i mile wspominamy.
Czwarta klasa to nie żarty, integracyjne kształcenie poszło w zapomnienie.
Teraz każdy przedmiot fachowcem podparty.
Wychowawczyni nowa, dyscypliny i sportu królowa.
Sport jeszcze w miarę znosiliśmy, z dyscypliną gorzej bywało,
bo pani jest ambitna, a my trochę mało.
Pani Lucjano przepraszamy, że staraliśmy się zbyt mało
i że przez te trzy lata różnie to bywało.
Jako młode osoby „błaho” podchodziliśmy do przyrody,
dopiero Pani Handzlik Irena rąbka tajemnicy nam uchyliła
gdy o wspaniałości Ziemi i wszechświata mówiła.
Nasza kochana, pani od muzyki, bardzo lubiła nasze głosiki,
chciała je bardzo oszlifować i chór słowików ukształtować,
ale jak wiecie, śpiewać każdy może, jeden lepiej, drugi gorzej.
Za wysiłki dziękujemy, w gimnazjum Pani wstydu nie przyniesiemy.
Nauka języka to rzecz nie mała,
na nią właśnie Pani Ziarno się zdecydowała.
Niemiecki wbijała nam do głowy, więc zakończymy tymi słowy.
Vielen Dank für Ihre Zeit und für Ihre Geduld.
All die besten Wünsche der sechsten Klasse.
Polonista w tej szkole jest znany od lat, cichy, spokojny,
łagodny, praktycznie bez wad.
Polski język nam przyswoić dał, by go każdy przez całe życie dobrze znał.
Matematyka nauka ścisła, więc dwoił się i troił matematyk miły,
aby nam równania do głowy wchodziły.
Potęgował cierpliwość, mnożył swe starania, żebyśmy zrozumieli matematyczne działania.
Pani dyrektor przez te wszystkie lata, miło że wciąż ta sama,
jak w dużym domu wielka mama – wciąż zapracowana.
Dziś żegnamy się z Wami uroczyście, ale nie na zawsze; sobie nie myślcie.
W pamięci naszej zawsze będziecie.

Krajobraz z górami w tle

Góry rozpościerające się w świetle dziennym,
po których jak kropla wody spływająca po ręce
wiją się górskie potoki,
odbijające blask porannego słońca.
Góralska wioska w dole, a w niej drewniane chaty
i dym unoszący się leniwie,
bo chleb wypiekają góralskie baby.
Na halach juhasi owce swoje pasą,
dbają o nie jak o dzieci, bo to jest ich pracą.
Wysokie szczyty śniegiem bieleją,
a poniższe partie lekko się zielenią.
Stary gazda siedzi pod swą chałupą i Tatrę popija,
gdy grupa turystów właśnie go omija.
Góral lubi dudki,
turyści je mają, więc wszyscy górale turystów kochają.
Czas tu mija wolno, pachnie błogą ciszą.
Chyba tam pojadę, posłucham górali
jak będą o Janosiku legendy opowiadali. 

Legenda o wilku (IV miejsce w konkursie na legendę)

               Dawno temu istniała pewna osada. Żyjący tam ludzie wiedli spokojne życie. Ich wódz nazywał się Prob. Prob miał żonę, która nazywała się Obka.

                  Pewnego dnia do osady zawitał czarnoksiężnik. Prob i Obka zaprosili czarodzieja do swojej chaty. W podzięce czarnoksiężnik sprawił, że Obka urodzi dziecko. Minęło kilka miesięcy. Kobieta  urodziła syna. Chłopiec miał na imię Boszcz. Ojciec uczył Boszcza wszystkiego, co uznał za stosowne. Chłopiec miał dziesięć lat i wtedy okazało się, że Boszcz jest pól wilkiem, a pól człowiekiem. Rodzice chłopca bardzo się zdziwili i szybko postanowili odnaleźć czarodzieja. Szukali go kilka tygodni, lecz bezskutecznie. W czasie poszukiwań Boszcz przebywał z wilkami. Uczył się tego, co uważał za przydatne w swoim życiu. Rodzice chłopca nie poddawali się. Nadal szukali złego czarnoksiężnika. Minęło kolejnych kilka tygodni. Małżeństwo przeszukiwało każdą osadę. Pewnego dnia zmęczeni Prob i Obka usiedli przy drzewie niedaleko swojej osady. Nagle  jakby zapadli się pod ziemię. Wylądowali w jakimś labiryncie. Długo błądzili ścieżkami. W tym czasie wszyscy z osady wraz z synem i wilkami szukali Proba i Obki. Zwierzęta zaczęły coś wyczuwać. Boszcz w swojej ludzkiej postaci stanął pod drzewem, pod którym zginęli jego rodzice. Stał tam kilka minut, aż zapadł się też pod ziemię. Tam przemienił się w wilka i za pomocą swojego doskonałego węchu odnalazł swoich rodziców. Po kilku godzinach rodzina wyszła z tunelu. Znalazła się w jakimś pomieszczeniu. Było tam dużo różnych butelek z dziwnymi napisami. Jedno ich zdziwiło. Nikogo tam nie było. Prob, Obka i Boszcz rozglądali się we wszystkie strony, przeszukali każdy zakamarek, ale ani śladu złego czarodzieja. Po krótkiej nardzie postanowili sami odnaleźć antidotum na odczarowanie ich syna. Rodzice szukali i szukali odpowiedniej butelki, tymczasem ich syn siedział bardzo zmartwiony. Prob podszedł do niego i spytał się syna, o co chodzi.  Boszcz wszystko wytłumaczył ojcu. Po krótkim czasie znowu nastąpiła narada. Wywnioskowali z niej, że ich syn będzie się przemieniał w wilka tylko czasami. Wszystko było już ustalone. Pozostał tylko jeden problem, jak wydostać się z wnętrza ziemi. Boszcz przemienił się w wilka, wykopał przejście i uwolnił swoją rodzinę, lecz wszyscy dowiedzieli się, że on jest wilkiem.

               Wszyscy zaakceptowali Boszcza, który ratował osadę gdy była taka potrzeba. Na cześć bohatera osada została nazwana imionami Prob i Boszcz.

Burza pod Ostrzycą (I nagroda w konkursie na legendę)

Zbliżał się zmierzch. Helena i Dobrowit po długiej wędrówce dotarli na polanę, która znajdowała się u stóp wielkiego  wygasłego wulkanu.  Pogoda była wspaniała. Intensywnie pomarańczowe słońce okalało szczyt góry, jak korona ze szczerego złota. Rosnące tu i ówdzie drzewa tworzyły iście królewską pelerynę. Trawa była soczyście zielona, a żółte i białe kwiaty stanowiły dla niej wspaniały kontrast. Niestety popołudnie było parne, a ciemne chmury widoczne w oddali mogły zapowiadać tylko burzę. Dobrowit zauważył to pierwszy.

– Heleno, lepiej poszukajmy schronienia. Zaraz zacznie padać!- rzekł i pomógł brzemiennej żonie wstać.

– Oczywiście, ale co z koniem i naszymi rzeczami? –spytała Helena

– Spokojnie, tam jest skalny uskok wstawimy tam skrzynię i konia.

– Jeśli tak zrobimy to dla nas zabraknie miejsca- odparła Helena.

– Coś wymyślimy, proszę, nie myśl teraz o tym – odpowiedział zatroskany mąż.

Gdy doszli do skały chmura była już znacznie bliżej. Deszcz był kwestią chwili. Dobrowit przywiązał konia do wystającego konara i rzekł:

– Teraz musimy iść poszukać schronienia dla nas – wstał i podał rękę żonie.

Nie musieli długo szukać. Obok wielkiego dębu widniało wejście do jaskini. Szybko tam poszli. Gdy tylko Dobrowit usadowił swoją żonę na omszałym kamieniu, poczuł na nogach pierwsze krople deszczu, więc czym prędzej schował się do jaskini. Zaczęło rzęsiście padać. Wielkie krople uderzały o suchą ziemię zmieniając całkowicie jej barwę. Nagle małżeństwo usłyszało za plecami groźny pomruk. Dobrowit odwrócił się i zobaczył wlepione w siebie oczy wielkiego niedźwiedzia.

– Heleno!- krzyknął Dobrowit i złapał żonę za rękę.

Pobiegli na polanę. Byleby dalej od rozłożystego dębu, pod który przybiegło rozwścieczone zwierzę. Byli już pewni co się za chwilę stanie. Gdy nagle zdarzyło się coś nieoczekiwanego. Piorun uderzył w drzewo, pod którym stał niedźwiedź. Porażone cielsko z hukiem upadło
na  ziemię.

-Heleno jesteśmy uratowani.- powiedział mężczyzna i wziął swoją żonę na ręce.
W międzyczasie ulewa zmieniła się w leciutki deszczyk. Dobrowit posadził swoją żonę na koniu. Zabrał swój dobytek i oboje ruszyli w dalszą drogę. Zobaczyli drugi piorun, który uderzył w ziemię. Burza natychmiast ustała.

– Dobrowicie, jedźmy tam gdzie uderzył piorun – rzekła Helena.

– Dobrze, niech tak będzie – odpowiedział Dobrowit.

Ruszyli. Po krótkiej chwili zobaczyli drewniany szałas nad rzeką.

– Przyszedł już mój czas – powiedziała kobieta.

Zaniepokojony mąż zaniósł żonę do szałasu. Tam narodził się pierworodny syn Heleny
i Dobrowita, Proben. Małżeństwo bardzo pokochało piękne okolice wulkanicznej góry. Tutaj założyli osadę w dolinie malowniczej rzeki Skory, którą później nazwano Proboszczów.

Mroczny las

                 W dawnych czasach było trzech ulubionych bohaterów. Nazywali się Trzej Proboszczowianie. Dlaczego byli ulubieni, to się zaraz dowiecie. Cóż, no to pewnego deszczowego dnia Trzej Proboszczowianie wybrali się w podróż do mrocznego lasu, aby odszukać chłopca, który zaginął dwa dni temu. Tego lasu nikt  nie odwiedzał, ponieważ choć za dnia, było w nim ciemno. Chłopcy spacerując w strachu po lesie zaglądali w każde zakamarki, z nadzieją na odnalezieniu zaginionego dziecka. Idąc w głąb lasu wpadli do podziemnego tunelu. Zaciekawieni światłem dochodzącym z drugiego końca tunelu, postanowili tam pójść. Maszerując niepewnym krokiem, zaobserwowali ślady małych stóp. Nagle na ich twarzach pojawiło się zdziwienie. Światło okazało się złotem, które było składowane przez dłuższy okres czasu przez Czarnego Janka, który rabował bogatych, a rozdawał biednym. Pod stertą szmat leżał nieprzytomny, zaginiony chłopiec. Trzej Proboszczowianie bardzo się uradowali. Szczęśliwi próbowali się wydostać z tunelu. Nie udało im się to za pierwszym razem, ale za trzecim tak. Gdy wracali do domu, ukazała się im wróżka spełniająca jedno życzenia. Po długich namysłach chłopcy zażyczyli sobie, żeby nieprzytomne dziecko było zdrowe. No więc wróżka spełniła tę szlachetną prośbę. Gdy już dotarli do domu, powitała ich matka zaginionego Stasia. W podzięce za odnalezienie chłopca matka zaprosiła ich na ucztę. Złożyła im również hołd, który miał oznaczać szacunek. Na ich cześć nazwano wieś, która istnieje nadal. No i tak właśnie powstał Proboszczów.