Monthly Archives: marzec 2014

Pierwszy dzień wiosny

Dnia 21.03.14r. jak co roku odbył się  Dzień Wiosny. O godz. 9.00 szósta klasa spod szkoły wyruszyła na jeziorka w stronę Twardocic, żeby zobaczyć budki lęgowe,  które wcześniej powiesiliśmy. Po godzinie dotarliśmy na miejsce. Niestety budki jeszcze nie były osiedlone. Obok strumyka zauważyliśmy bardzo duży skrzek żab. To był niesamowity widok. Przyszedł czas na zbieranie śmieci. Nie było ich tam za wiele, ale troszkę nazbieraliśmy. W drodze powrotnej nie mogło się odbyć  bez bitwy z księdzem. Biliśmy się butelkami i kijami, które znaleźliśmy. Po ciężkiej wędrówce w końcu znaleźliśmy się na domkach, które leżą u stóp Ostrzycy. Spotkaliśmy się z całą naszą szkołą. Zjedliśmy kiełbaski i przez nasz robione marzanny z owoców i warzyw. Nadszedł czas na wręczanie nagród osobom , które brały dział w konkursie literackim i plastycznym. Nasza szkoła dostała najwięcej nagród w konkursie plastycznym. Po krótkim odpoczynku uczeń z zerówki wyrecytował nam pięknie wierszyk o wiośnie. Niestety, musieliśmy już wracać do swoich domów. Chyba wszyscy byli zadowoleni z tej udanej wycieczki.

Moim zdaniem takiego typu wycieczki powinny się odbywać częściej, ponieważ uczniowie uczą się współpracy i jedności.

,,Ten obcy”. Wakacyjna przygoda

Minął okrągły rok, odkąd Zenek odszedł z Olszyn. Po kolejnym roku szkolnym znów rozpoczęły się wakacje. Ula już dawno pogodziła się z ojcem i wszystko dobrze się układało, ale  wciąż tęskniła za Zenkiem. Nie myślała o niczym innym. W końcu kolejnego nudnego dnia coś się wydarzyło. Było po południu. Ula czekała na Pestkę, żeby razem mogły pójść do Mariana i Julka na wyspę. Nagle ktoś zapukał do drzwi. Ula była pewna, że to Pestka, ale myliła się.

– Dzień dobry! -rzekł listonosz- Dziś mam tylko jeden list, proszę!
– Dzień dobry! -wzięła list do ręki i dorzuciła- Dziękuję!

Zamknęła drzwi i spojrzała na kopertę.
– Nie do wiary! -krzyknęła- On jest od Zenka! Do mnie!

Rozdarła kopertę i gorączkowo przeczytała list.

Droga Ulu!
Minął rok od naszego rozstania. Potwornie tęsknię!  Pytałem już swojego wujka, czy nie moglibyście   przyjechać na tydzień do mnie w odwiedziny  Zgodził się. Powiedz reszcie, żeby się zapytali, czy  mogą pojechać, Ciebie też to się tyczy.  Liczę na was i już czekam!                                                                                                                                                                                                                            Zenek

Przez chwilę Ula stała jak wryta, patrząc w list. Z tej hipnozy wyrwał ją dzwonek do drzwi. Skoczyła ku drzwiom i szybko je otworzyła.
– Serwus! -powiedziała zawsze wesoła i uśmiechnięta Pestka.
– Och, Pestko, nie uwierzysz! -rzekła rozgorączkowana Ula i streściła Pestce list od Zenka- Szybko, biegnij do mamy się zapytać, spotkamy się na wyspie!
– Biegnę! -krzyknęła i już jej nie było.
Ula też nie traciła czasu, po chwili stała pod gabinetem ojca. Zapukała, a gdy doktor Zalewski poprosił o wejście wskoczyła tak szybko jak wystrzelona z armaty.
– Witaj Ulu! Co cię sprowadza? -zapytał spokojnie jak zwykle- Czy coś się stało?
– Czy tatko mi pozwoli na tydzień jechać do Zenka do Tczewa? Proszę tatki!
–   No cóż… Poznałem Zenka i jego wujka, a i tak wiem, że tej wojny nie wygram! – powiedział uśmiechając się – Oczywiście, że możesz jechać!
– Dziękuję tatce, dziękuję! -wykrzyczała Ula i pobiegła prosto na wyspę.
Po drodze spotkała Pestkę krzyczącą: ,,- Zgodziła się, zgodziła!”
Chwilę później chłopcy już o wszystkim wiedzieli i szli powoli (z powodu zmęczenia dziewczyn) zapytać się dziadków Mariana i Julka.
– No, myślę, że to dobry pomysł! -powiedziała- Będziemy mogli sobie z dziadkiem trochę od was odpocząć…
Postanowili, że pojadą jutrzejszym autobusem, po tym rozeszli się do domów, żeby się spakować. Tej nocy żadne z nich nie mogło zasnąć.
Następnego dnia, wszyscy wstali bardzo wcześnie, żeby zdążyć na autobus do Tczewa, a musieli się spakować wczoraj, bo odjeżdżał o wpół do dziewiątej rano. Pożegnali się z rodzicami (w przypadku Mariana i Julka z dziadkami) i wsiedli do autobusu. Przez całą drogę Julek rozprawiał o tym, co mogliby robić. Wreszcie o godzinie dziesiątej trzydzieści dotarli na miejsce. Na przystanku czekali na nich Zenek z wujkiem Antkiem.
– Dzień dobry! -powiedziała chórem załoga.
– Witajcie! -odrzekł wuj Antoś ciepłym głosem- Przywitajcie się, a potem zaprowadzę was do waszych pokoi, żebyście się mogli rozpakować.
Wszyscy przywitali się z Zenkiem, oprócz Uli. Kiedy reszta poszła za wujkiem Zenka, on podszedł do Uli i złapał ją za ręce.
– Tęskniłem… – powiedział cicho.
Ula wiedziała, że się zarumieniła i już chciała odpowiedzieć, ale Julek się wyrwał…
– No idziecie, czy nie?
Zenek puścił ręce Uli i razem udali się do domu. Dom był naprawdę imponujący. Na wielu półkach stały różne przedmioty, które najprawdopodobniej pochodziły z wielu podróży wujka Antka. Wuj Zenka po kolei pozaprowadzał wszystkich do pokoi. Marian musiał dzielić pokój z Julkiem, a Ula z Pestką. Załoga po rozpakowaniu postanowiła pójść na spacer, żeby zapoznać się z okolicą i żeby Zenek poopowiadał, co robił przez ostatni rok.  Minęła już jakaś godzina, ale nikt nie zdawał sobie z tego sprawy. Właśnie doszli do sporego lasku.
– Często tu przychodzę. -powiedział- Lubię to miejsce, bo jest ciche i spokojne, mogę pomyśleć…
– Myślę, -odrzekł Julek- że to świetne miejsce na zabawę w chowanego! jest tu mnóstwo dobrych kryjówek…
Wszyscy uznali to za dobry pomysł. Pestka wypowiedziała wyliczankę i wypadło, że Marian musi szukać. Gdy tylko zaczął liczyć wszyscy rozbiegli się w przeciwnych kierunkach. Ula przestała słyszeć Mariana jak liczy. Musiała szybko znaleźć kryjówkę, jego kroki zaczęły się zbliżać. Wtedy Ula dostrzegła ogromny dąb, z olbrzymią, nisko położoną, dziuplą.
– Idealna kryjówka! -pomyślała.
Ula bez trudu wgramoliła się do dziupli i tak znalazła się w dębie. Nagle jednak wyczuła, że nie stoi na ziemi, coś dziwnego ma pod stopami. Schyliła się i zobaczyła, że to kuferek z trzema kłódkami. Wyglądał tajemniczo i niesamowicie.
– Zabawa jest nieważna -powiedziała sama do siebie- muszę pokazać to reszcie!
Wyszła z dziupli i zaczęła szukać załogi. Pierwszego znalazła Julka, schowanego głęboko w krzakach.
– Ulka? -szepnął zdziwiony- Idź stąd, to moja kryjówka!
– Nie chodzi mi o chowanego! -odrzekła pokazując szkatułkę- Musimy znaleźć resztę!

Już po kilku minutach ich znaleźli. Zenek siedział na gałęzi wielkiego drzewa, a Pestka leżała w wysokiej trawie. Mariana znaleźli rozglądającego się na polanie. Kiedy już wszyscy byli razem, Ula opowiedziała o dębie, dziupli i skrzyneczce. Chłopcy chcieli zniszczyć szkatułkę, żeby zobaczyć co jest w środku, ale Pestka z Ulą uznały to za zły pomysł, zawartość mogłaby poważnie ucierpieć. Miały rację.
– Hej, tutaj niedaleko jest mały zbiornik wodny, -powiedział Zenek po dłuższej chwili ciszy- można by było tam opłukać kuferek z ziemi.
Więc poszli. Opłukali go i oparli się o drzewa przy oczku wodnym. Ula jeszcze raz obejrzała dokładnie szkatułkę.
– Zaraz! -krzyknęła nagle- Tutaj pod spodem jest coś napisane!
Wszyscy skoczyli ku Uli, a ona zaczęła czytać.

,,Jeżeli chcesz być bogaty,
żyć jak król, schludnie,
znaleźć skarb, schowany przed laty,
od dębu, idź sto metrów na południe.”

 

– Ulka! -rzekł podekscytowany Marian- To wskazówka! Gdzie ten dąb? Musimy od niego ruszyć sto metrów na południe!
– Ale w którą stronę jest południe? -spytała Pestka.
– Kompas od wujka Antka! -rzekł Zenek- On nam pokaże południe!
– Super -odrzekł Julek- To idziemy po kompas i idziemy pod dąb, a potem…
– Ale już nie dziś! -przerwał mu Zenek- Wiecie… Zaczyna się robić ciemno i wujek się będzie martwić. Może odłóżmy te poszukiwania na jutro.
– Zenek ma rację, -powiedział Marian- Jutro też jest dzień… Nikt nam nie zabierze skarbu. Lepiej już wracać.
Wrócili więc do domu, zjedli kolację, wzięli prysznic i poszli do łóżek. Kolejnego dnia wszyscy znów wstali wcześnie,  rządni przygód, zjedli obfite śniadanie i zaczęli zbierać przedmioty. Wzięli kompas, łopatę, kawałek liny (w razie czego), nieduży worek, lornetkę, znalezioną szkatułkę i wielofunkcyjny scyzoryk. Po pół godzinie stali pod ogromnym dębem, w którego dziupli Ula znalazła kuferek. Zenek wyjął z kieszeni swój kompas i pokazał w którą stronę należy iść. Stanął w stronę południa i zaczął odmierzać kroki. Załoga szła tuż za nim gęsiego.
– Dziewięćdziesiąt siedem, dziewięćdziesiąt osiem, dziewięćdziesiąt dziewięć i sto. – wyrecytował po dłuższym marszu Zenek.  – No, skarb powinien być gdzieś tutaj.
Wszyscy się zatrzymali obok kupki kamieni.
– To nie wygląda jak sterta kamieni ułożonych przez zwierzęta czy matkę naturę, – powiedział Marian  – spróbujmy tu pokopać. Odrzucili kamienie na bok i zaczęli kopać. Kiedy dół był już głęboki na prawie metr, przy następnym uderzeniu łopatą, po lesie rozległ się głuchy                .                                                                                                                                   – Coś tu jest! -krzyknął Zenek i zaczął rozgrzebywać palcami ziemię- No nie! Nie możliwe! Kolejna skrzyneczka… Ale nie! Ta jest otwarta!
Otworzył kuferek. Był tam kluczyk, pożółkła kartka i zapieczętowany list. Zenek otworzył list i przeczytał reszcie, żeby się już nie niecierpliwili.

,,Znalazłeś jeden z trzech kluczy,
oraz mapę do kolejnego,
teraz udaj się gdzie wilk kroczy,
lecz uważaj bardzo na niego,
bo bacznie strzeże kluczyka.
Jeśliś zbyt pewny lub nie
on zaatakuje z siłą byka.
Więc dwa słowa: bój się!

Teraz Zenek wyjął mapę i pokazał załodze. Był na niej wielki dąb, oczko wodne, a w drugiej części lasu był namalowany wielki wilk.
– Już wszystko wiem!  – wrzasnął Zenek – to dlatego wujek kazał mi się trzymać z dala od drugiej części lasu. Tam mieszkają wilki!
Po dłuższej  chwili ciszy  Marian jako pierwszy się odezwał:
– Zenek, twój wujek ma rację, to zbyt niebezpieczne tam się wałęsać – Ale Marian krzyknął Julek- Możemy być bogaci!
– Jeżeli nie chcesz, nie musisz iść. -powiedziała sucho Pestka- Ktoś jeszcze zostaje? Ula?
– Idę… -odrzekła.
– Powariowaliście wszyscy! -wrzasnął Marian i poszedł samotnie do domu.
Tam wujek Antoś pokazał mu małą biblioteczkę. Natomiast załoga przy pomocy mapy dotarli do drugiej części lasu.
– Dobra, to proste… -powiedział Zenek- Wystarczy, że bardzo pójdziemy tędy, za drzewami, do groty i gdzieś tam, znajdziemy kuferek z kluczem i wskazówką. Idziemy!
Tymczasem Marian znalazł w bibliotece dokładne mapy Tczewa, a konkretnie las w którym znajdowali się jego przyjaciele.
– No co ja mam robić!? -krzyknął Marian sam do siebie i jeszcze raz spojrzał za mapę lasu- Zaraz! Tam są dwie groty! Ale tylko na jednej jest znak, ostrzegający przed wilkami… Oni idą do tej z wilkami! Jestem pewny, że klucz jest w drugiej! No bo jak ten który to wszystko wymyślił, miał wejść do groty z wilkami? O nie! Są w wielkim niebezpieczeństwie!
Zwinął mapę, wsadził do kieszeni i popędził ratować członków załogi. Podkoszulek od potu kleił mu się do ciała, cały zdyszany, ale od niego zależał los jego przyjaciół. Chwilę później, był o kilkadziesiąt metrów od groty z wilkami, załoga już miała tam wejść, ale w ostatniej chwili Ula go dostrzegła i zatrzymała resztę. Minutę później razem stali z dala od niebezpieczeństwa.
– Tu niedaleko… Tu niedaleko jest jeszcze jedna jaskinia… Pusta… Jestem pewny, że to tam jest kolejna szkatułka. -powiedział zdyszany Marian.
– Przepraszam cię za tamto… -odrzekła Pestka- Głupio wyszło, uratowałeś nas…
Po tym poszli do drugiej groty, o której mówił Marian. Nie trzeba było dużo iść, druga grota była położona o kilka minut drogi od pierwszej. Nie była niczym nadzwyczajnym. Zwykła jaskinia, trochę wilgotna, pusta i cicha. To co interesowało załogę, było na jej samym końcu. Kiedy już tam doszli, nie zobaczyli sterty kamieni, czy pułapek. Tylko jakiś trzy-metrowy dół.                                                                                                                                     – Szkoda, że nie wzięliśmy latarek… -powiedziała Ula.
– Ta dziura nie może być duża. -odrzekł Zenek- Hej! Przecież wzięliśmy linę!
– I co? -zapytał Julek.
– Po prostu złapiecie linę, ja się na niej opuszczę, wezmę co tam będzie i mnie wciągniecie -wytłumaczył Zenek.
Obwiązał się w pasie i dał koniec liny załodze. Oni delikatnie go opuścili, a o po chwilce krzyknął, żeby go wciągnęli. Wyszli z groty i pobiegli do domu. Dopiero tam o tworzyli kolejny kuferek. Krył się w niej kolejny kluczyk, mapa i list. Zenek otworzył list i przeczytał reszcie.

,,Klucze już dwa odnalezione,
Więc już ostatni Ci został,
Teraz odnajdź Koronę,
I kogoś kto tajemnicy nie poznał.
Lecz uważaj na swej drodze,
Na tych co chciwość zrodziła,
Uwierz mojej  przestrodze,
Bo przyszłość nie będzie Ci miła.

Sprawozdanie ;DD

Dnia 21.03.14r. odbył się Dzień Wiosny. Przed tym ważnym dniem każda klasa dostała zadanie ,, ZROBIĆ MARZANNĘ Z OWOCÓW”. Basia, Rozalka i Sylwia robiły marzannę. Ja doszłam na koniec. Wyszła przepiękna z pomocą pani Honoraty. Gdy zanieśliśmy Marzennę, bo tak nazywała się marzanna, do szkoły, każdy nam zazdrościł i podziwiał. Z klasą , wychowawcą  i księdzem wyruszyliśmy pod Twardocice zobaczyć, czy nasze powieszone budki lęgowe są i czy ktoś je zamieszkuje. Niestety, nikogo tam nie było. Aby pomóc przyrodzie, zaczęliśmy sprzątać las. Wszyscy się włączyli. Zobaczyłam skrzek – szkoda, że nie zrobiłam zdjęcia. Nadszedł czas wracać na domki. To była rzecz niezapomniana. Bijatyka z księdzem. Ksiądz vs Rozalka, ja, Basia i Sylwia. Biliśmy się torbami, a ksiądz  zobaczył ogromnego grubego kija i zaczął nim kręcić nad głową. Ksiądz widział, że nie daje sobie z nami  rady, zaczął uciekać. Zapomnieliśmy, że miał rower . Wsiadł  i pojechał śmiejąc się, a pan Bogdan tylko strzelał fotki. Gdy dotarliśmy na domki, mieliśmy odpoczynek. Niektórzy brali udział w konkursach i  dostali za to przeróżne nagrody. Sponsorami było koło łowieckie *. Rada Rodziców zaprosiła nas na przepyszne kiełbaski i soczek. Po zjedzeniu i odpoczynku ruszyliśmy do domu. Ten dzień uważam za udany, ponieważ pospacerowaliśmy i nie było lekcji ;DD

Pytanie do pana ja wysłałam 3 opowiadanie na poprawę doszły bo  nie widzę ich na stronie*

Spawozdanie z dnia wiosny

Dnia 21.03.2014r. ja i moja cała klasa  wybraliśmy się na dzień wiosny . O godzinie  8:30 była zbiórka  wszystkich dzieci po szkołą . Po zbiórce ja i moja klasa wybraliśmy się pod Twardocice,  do rezerwatu przyrody aby zobaczyć czy w budkach lęgowych zasiedliły się jakieś ptaki  . W drodze powrotnej zbieraliśmy śmieci ,które zanieśliśmy na domki pod Ostrzycą Proboszczowicką. Gdy dotarliśmy na domki, była już godzina 10:00 .  W trakcje apelu myśliwi rozdali nagrody zdobyte w konkursach . Po apelu mamy rozdawały pyszne kiełbaski . Pod koniec wycieczki nauczyciele pokroili marzanny zrobione z owoców,  które potem zjedliśmy ze smakiem . Wszystko skończyło się o godzinie 12:30 .Na takie wycieczki mógłbym  chodzić codziennie .

 

Wiosna

W dniu 21.03.14r. odbył się jak co roku Pierwszy Dzień Wiosny. O godz. 9.00 szósta klasa spod szkoły wyruszyła na jeziorka w stronę Twardocic, żeby zobaczyć budki lęgowe,  które wcześniej powiesiliśmy. Po godzinie dotarliśmy na miejsce. Niestety budki jeszcze nie były osiedlone. Obok strumyka zauważyliśmy bardzo duży skrzek żab. To był niesamowity widok. Przyszedł czas na zbieranie śmieci. Nie było ich tam za wiele, ale troszkę nazbieraliśmy. W drodze powrotnej nie mogło się odbyć  bez bitwy z księdzem. Biliśmy się butelkami i kijami, które znaleźliśmy. Po ciężkiej wędrówce w końcu znaleźliśmy się na domkach, które leżą u stóp Ostrzycy. Spotkaliśmy się z całą naszą szkołą. Zjedliśmy kiełbaski i przez nasz robione marzanny z owoców i warzyw. Nadszedł czas na wręczanie nagród osobom , które brały dział w konkursie literackim i plastycznym. Nasza szkoła dostała najwięcej nagród w konkursie plastycznym. Po krótkim odpoczynku uczeń z zerówki wyrecytował nam pięknie wierszyk o wiośnie. Niestety, musieliśmy już wracać do swoich domów. Chyba wszyscy byli zadowoleni z tej udanej wycieczki.

Moim zdaniem takiego typu wycieczki powinny się odbywać częściej, ponieważ uczniowie uczą się współpracy i jedności.