Author Archives: Rozalia Nowaczewska

samo życie …

Ostatni raz w naszej kochanej szkole i z najlepszym nauczycielem ever ! <3

TĘSKNIMY ! ;c

 

Pierwszy dzień wiosny

Dnia 21.03.14r. jak co roku odbył się  Dzień Wiosny. O godz. 9.00 szósta klasa spod szkoły wyruszyła na jeziorka w stronę Twardocic, żeby zobaczyć budki lęgowe,  które wcześniej powiesiliśmy. Po godzinie dotarliśmy na miejsce. Niestety budki jeszcze nie były osiedlone. Obok strumyka zauważyliśmy bardzo duży skrzek żab. To był niesamowity widok. Przyszedł czas na zbieranie śmieci. Nie było ich tam za wiele, ale troszkę nazbieraliśmy. W drodze powrotnej nie mogło się odbyć  bez bitwy z księdzem. Biliśmy się butelkami i kijami, które znaleźliśmy. Po ciężkiej wędrówce w końcu znaleźliśmy się na domkach, które leżą u stóp Ostrzycy. Spotkaliśmy się z całą naszą szkołą. Zjedliśmy kiełbaski i przez nasz robione marzanny z owoców i warzyw. Nadszedł czas na wręczanie nagród osobom , które brały dział w konkursie literackim i plastycznym. Nasza szkoła dostała najwięcej nagród w konkursie plastycznym. Po krótkim odpoczynku uczeń z zerówki wyrecytował nam pięknie wierszyk o wiośnie. Niestety, musieliśmy już wracać do swoich domów. Chyba wszyscy byli zadowoleni z tej udanej wycieczki.

Moim zdaniem takiego typu wycieczki powinny się odbywać częściej, ponieważ uczniowie uczą się współpracy i jedności.

Magiczna wycieczka

     Wstałam wcześnie, bo ten dzień zapowiadał się wyjątkowo ciekawie. Od tygodnia rodzice planowali wycieczkę do zoo, safari i wreszcie moje marzenie miało się spełnić.

     Zeszłam na dół. Wszyscy cieszyliśmy się na myśl o wspólnym wyjeździe. Po śniadaniu wyruszyliśmy w drogę. W czasie jazdy podziwiałam razem z bratem wspaniałe widoki. Niebo było przejrzyste, świeciło słonko, po prostu wymarzony dzień na naszą wyprawę. Podczas drogi gdy już obejrzeliśmy krajobraz, bardzo nam się nudziło, więc graliśmy w łapki i różne gry słowne. W końcu nadszedł ten szczególny moment. Jedyne, co nas dzieliło od zoo to wielka brama i mur dookoła palcu. Kupiliśmy bilety i weszliśmy do tego magicznego miejsca. Było wspaniale. Widziałam tam wiele wspaniałych zwierząt, takich jak papugi, żółwiki, krokodyle, białe tygrysy, białe lwy i wiele innych wspaniałych zwierząt, ale najbardziej podobały mi się i te malutkie, i te duże białe lwy. Mama i tato powiedzieli, że wszystkie zwierzaki są wspaniałe i nie mają swoich faworytów. Antek bardzo chciał zobaczyć żyrafy, ja zaś słonia, więc on poszedł obejrzeć to co chciał i ja z rodzicami także. Obok tych atrakcji znajdowała się budka z kawą i herbatą, przy której mieliśmy się spotkać, gdy już napatrzymy się na ulubione zwierzaki. Rodzice przyszli pierwsi, ja potem, ale nigdzie nie było widać Antka. Wołaliśmy go, lecz wszystko na marne. Już straciliśmy wszelką nadzieję, gdy nagle przypomniało mi się, że po drodze mówił mi że prócz żyrafy chce zobaczyć hipopotama. Pobiegłam szybko zobaczyć w miejsce, gdzie znajdował się hipcio, a rodzice szybko szli za mną. Na szczęście braciszek się odnalazł. Dostał porządne lanie od rodziców, ale szczęście, że to skończyło się tak, a nie inaczej.Pod koniec naszej wycieczki poszliśmy coś zjeść i kupić pamiątki. Mieliśmy bardzo trudny wybór, co do tych małych drobiazgów.

     Ze smutkiem wracaliśmy do domu, ale rodzice obiecali, że jeszcze kiedyś odwiedzimy to miejsce. Dojechaliśmy. Weszliśmy do mieszkania i oglądaliśmy zdjęcia, które zrobiliśmy w zoo. Bardzo miło nam się wspominało chwile spędzone w tym właśnie miejscu. Nigdy nie zapomnę tych wspaniałych widoków.

Bezmyślna zabawa

                         Pewnego zimowego ranka Hania obudziła się i spojrzała za okno. Bardzo się ucieszyła, ponieważ spadło mnóstwo śniegu. Dziewczynka postanowiła zadzwonić do Beaty. Przyjaciółka odebrała i tak zaczęła się niedługa rozmowa.

– Dzisiaj spadł śnieg! Chodźmy do parku na sanki! –zaproponowała Hania.

-Świetnie! Będziemy zjeżdżać z górki! -chętnie zgodziła się Beata.

-Zabierz twojego psa! Przy okazji sobie pobiega!

-To chodźmy szybko! Na pewno wszyscy już są na górce!

               Dziewczynki wyruszyły do parku. Hania bardzo pospieszała Beatę. Po drodze przypomniało im się, że zapomniały  o Kajtku, psie Beaty i się po niego wróciły. Doszły na miejsce i były bardzo zdziwione. Beata powiedziała:

– Pełno ludzi! Nie ma miejsca na górce.

-To nic! Zjedziemy z drugiej strony!

-Coś ty! Przecież tam jest ulica…-zaniepokoiła się  Beata.

-Spróbujemy!

Obie przyjaciółki z psem ruszyły na drugą stronę parku. Górka była idealna. Nie było na niej nikogo, tylko spokój i cisza. Hania i Beata postanowiły zjechać. Cieszyły się bardzo i już kończyły jadę, gdy nagle zauważyły nadjeżdżający samochód. Po chwili słychać klakson i pisk hamulców:

-Rozumu nie macie?! Mało brakowało, a nie wyhamowałbym na śliskiej jezdni! Życie wam niemiłe? Ten pies jest mądrzejszy od was! –denerwował się kierowca.

-Przepraszamy! –nieśmiało powiedziała Hania.

-Szczęście, że nic się nie stało… Żeby tylko mama się nie dowiedziała… Wracajmy, mam już dosyć śniegu, sanek i twoich pomysłów.

               Przyjaciółki wróciły do domów. Obawiały się, że ich rodzice dowiedzą się o wszystkim, lecz okazało się, że to był tylko jakiś mężczyzna przejeżdżający przez wieś, w której mieszkały. Wypad na górkę i przygoda do końca życia zostały pomiędzy nimi.

Imieninowa przygoda

          Pewnego słonecznego ranka wstałam i zeszłam na śniadanie. Wszyscy byli wyjątkowo mili dla mamy. Nie wiedziałam o co chodzi, więc zawołałam tatę, a ten powiedział, żebym zajrzała do kalendarza. No tak, przecież dzisiaj są imieniny mamy- pomyślałam. Zeszłam z powrotem, lecz już nikogo nie było, ponieważ tato pojechał z mamą i rodzeństwem do miasta na zakupy.

         Nie miałam prezentu ani pieniędzy, by go kupić, więc postanowiłam, że upiekę tort. To przecież nic trudnego, dam sobie radę. Zaczęłam realizować mój plan. Znalazłam w internecie przepis na tort czekoladowy. Wyciągnęłam wszystkie składniki. Zmieszałam je razem i włożyłam do piekarnika. W czasie pieczenia postanowiłam trochę ozdobić pokój. Zrobiłam łańcuchy z bibuły, nadmuchałam znalezione w szafie balony i zrobiłam napis „Wszystkiego najlepszego, mamusiu”.  Zeszłam na dół. Zawiesiłam wszystko w salonie. Ciasto już się kończyło piec. Chciałam zajrzeć do środka i zobaczyć na nie, lecz gdy otworzyłam piekarnik, zdarzyło się coś nieprzewidzianego. Wszystko wybuchło. W kuchni był jeden wielki bałagan. Nie wiedziałam, co mam zrobić. Usiadłam i chwilę pomyślałam. Wzięłam telefon i zadzwoniłam do babci. Powiedziałam:

-Cześć babciu! Mam wielki problem…

-Cześć, co się dzieje? –Powiedziała zaniepokojona babcia

-No bo… mama ma dzisiaj są imieniny, a ja nie miałam prezentu, więc  postanowiłam upiec tort czekoladowy.

-To świetnie, ale w czym jest problem?

-No bo wiesz, pod koniec pieczenia zajrzałam do piekarnika i wszystko wybuchło. Cała kuchnia jest brudna i ani  tortu, ani prezentu nie ma. – powiedziałam ze smutkiem w głosie i oczach.

-Nie martw się. Ja upiekę szybko tort i przyjadę, a ty w tym czasie posprzątaj kuchnię, dobrze ??

-Dobrze, dziękuję ci bardzo. Nie wiem, co bym bez ciebie zrobiła.

-Proszę, leć szybko sprzątać, pa. Widzimy się za godzinkę.

-Pa, babciu

Poszłam sprzątać. Już kończyłam, gdy usłyszałam samochód. Bardzo się przestraszyłam, bo pomyślałam, że to rodzice przyjechali, lecz okazało się, że to babcia. Otworzyłam drzwi i wróciłam do sprzątania. Babcia Krysia weszła do domu z wielkim tortem z napisem „100 lat”. Zaniosłyśmy go do salonu. Bardzo się cieszyłam na myśl o powrocie mamy. I nadszedł ten moment.  Wszyscy wrócili. Weszli do domu, ja krzyknęłam do mamy:

-Wszystkiego najlepszego, mamusiu! –podbiegłam do niej i ją przytuliłam

– Dziękuję bardzo, nie spodziewałam się –odpowiedziała mama i dała mi buziaka w policzek.

          Wszyscy usiedliśmy do stołu. Babcia kroiła tort i, gdy mi go podawała, to szepnęła do mojego ucha, żeby to wydarzenie zostało naszą tajemnicą i do mnie mrugnęła. Odpowiedziałam uśmiechem. I tak się skończyła moja przygoda.